Przyszłość polskiej piłki zależy od nas samych

Ostatnio dużo mówi się w Polsce o młodym pokoleniu piłkarzy i o tym gdzie ta młodzież będzie za kilka lat. Szerzej, gdzie będzie polski futbol za powiedzmy, 6-8 lat. Jest Milik, choć obecnie walczący o powrót do zdrowia czego trzeba mu życzyć, jest Kędziora, jest Linetty, jest Zieliński. Może będzie Bednarek czy Kapustka, może. Ale tak naprawdę to są tylko mrzonki i liczenie na łut szczęścia, bo o zaplanowanym i świadomym działaniu, sprzyjającym mnożeniu się prawdziwych talentów w Polsce, możemy dzisiaj jedynie gdybać.

W Niemczech, końcem dwudziestego wieku, zaczęto zastanawiać się co zrobić, aby rozwinąć futbol w swoim kraju na tyle, by reprezentanci tego kraju byli najlepsi na świecie. Powstał ogromny projekt, dofinansowany przez związek piłkarski i państwo, który miał na celu wpompowanie na tyle dużej ilości pieniędzy do klubów piłkarskich, aby te mogły stworzyć bezkonkurencyjne akademie piłkarskie. I tak robiono przez kilka dobrych lat, a efekty możemy obserwować dzisiaj. Trzy lata temu Niemcy zostali Mistrzami Świata, niedawno wygrali Mistrzostwa Europy U21, a grając drugim, a nawet trzecim „garniturem” na Pucharze Konfederacji, nie mogli znaleźć pogromcy.

Stworzenie samych akademii byłoby jednak zbyt proste. Niemcy poszli krok dalej. Dali klubom najlepszych masażystów czy lekarzy, zaczęli szkolić także trenerów i dzięki temu kluby mogły korzystać z rzeszy mądrych i świadomych szkoleniowców. Zwróćmy uwagę na to, że akademia, dobrze finansowana i zarządzana, wyszkoli prędzej czy później odpowiednią ilość utalentowanych chłopaków, ale to czy oni odnajdą się w seniorskiej piłce będzie zależało już tylko od tego czy ktoś da im szansę. W Polsce mamy system gry młodzieżowcami, choć powoli zaczyna się od niego odchodzić. Mamy projekt nagradzania klubów, które grają młodymi zawodnikami, co być może będzie jakąś motywacją dla prezesów aby naciskali trenera by ten grał większą ilością młodzieży, bo to przyniesie większe zyski. Jednak zamiast zastanawiać się ilu ma grać młodzieżowców, wpychanych, powiedzmy sobie szczerze, w większości przypadków na siłę czy z konieczności do składu, albo ile dać pieniędzy klubowi, który wstawi do gry młodego zawodnika, może zacznijmy na serio szkolić także trenerów i zarządzających futbolem?

Wszyscy jesteśmy zgodni, że drużyna narodowa łączy kibiców piłkarskich w Polsce, tych stałych i tych powiedzmy piknikowych. Każdy czuje dumę gdy Niemcy chwalą raz po raz Lewandowskiego. Polak jest, w sposób pozytywny, na ustach Niemców nawet wtedy, gdy dosadnie wyrazi swoje zdanie, jak to miało miejsce w słynnym wywiadzie dla Der Spiegel. Dlaczego więc, my ludzie piłki, nie dążymy wspólnie do jednego celu? Akademie piłkarskie są u nas tylko w teorii. Poza Lechem, Legią, Zagłębiem Lubin czy Miedzią Legnica, które robią to według wielu dobrze, reszta różni się od siebie tylko miesięczną składką, jaką rodzice młodego chłopaka muszą zapłacić klubowi za szkolenie. A co z trenerami? Są, niektórzy naprawdę się nadają, ale mając wokół siebie rzesze ludzi, tworzących presje wyniku, boją się podjąć ryzyko gry większą ilością młodzieży. Mądry trener, nieważne czy to klub pierwszoligowy czy z okręgówki, wstawi do składu młodego zawodnika jeśli ten jest lepszy od innego gracza na danej pozycji. Nie raz widziałem już przypadki, że młody przewyższał swojego konkurenta na danej pozycji ale szansy nie dostawał bo rzekomo miał za mało doświadczenia.

Skoro znajduje się pieniądze na choćby premiowanie za grę młodzieżowcami, to dlaczego nie przeznaczyć tego na samo szkolenie tej młodzieży? Dlaczego nie stworzyć klubom możliwości zatrudnienia trenera na etacie i pozwolić mu pracować z młodzieżą cały czas za godziwe wynagrodzenie. Przecież oczywistym jest, że człowiek za odpowiednio wykonaną pracę powinien otrzymać feedback pieniężny. I mówię tutaj o ekwiwalencie adekwatnym do wykonywanej pracy. Bo 6000 zł, jakie klub otrzymuje na roczną pensję dla trenera z tytułu programu „Klub” to raczej tylko kropla w morzu potrzeb gdy trener 5-6 razy w tygodniu spędza po 8-10h szkoląc młodzież. Nie neguję rzecz jasna faktu, że każdą pomoc trzeba szanować, bo projekt Ministerstwa jest jak najbardziej zasadny, ale uderzam tutaj bardziej w polski związek piłkarski, który na ten cel nie przeznacza ani złotówki.

Jeśli dziś podejdziemy do sprawy poważnie, jeśli związek piłkarski we współpracy z Państwem wygospodaruje odpowiednie środki na stworzenie przynajmniej dwóch-trzech akademii z prawdziwego zdarzenia w każdym powiecie, bo od czegoś trzeba zacząć, jeśli kluby i trenerzy zaczną z przekonaniem stawiać na zawodników, patrząc przede wszystkim na ich umiejętności i obecną formę, to będziemy mogli być spokojni o rozwój polskiej piłki w następnych latach. I musimy zrobić to jak najszybciej, dopóki przeżywamy renesans futbolowych emocji w naszym kraju. W przeciwnym razie za jakiś czas znów będziemy się zastanawiać dlaczego nie potrafiliśmy przekuć na długofalowy sukces dzisiejszej mody na piłkę w naszym kraju.

Mateusz Waligóra

Pozostałe felietony znajdziesz tutaj>>

ABOUT THE AUTHOR: Administrator

administrator
Ta strona wykorzystuje pliki cookies Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu.