Dolarowy danse macabre dzisiejszego futbolu

Futbol w wydaniu, powiedzmy tym większym, bogatszym, cieszy oko przeciętnego kibica piłkarskiego. Najlepsze ligi świata, najlepsi zawodnicy, stadiony pełne ludzi, oprawa medialna – to tylko niektóre cechy opakowania produktu, jaki kibic widzi oglądając mistrzostwa świata, Europy, ligę mistrzów czy też krajowe rozgrywki w lidze angielskiej, hiszpańskiej, bądź niemieckiej. Jednak w ostatnich latach, przynajmniej ja mam takie odczucie, kiedy oglądam największe piłkarskie gwiazdy w akcji, ten produkt ma etykietę, która coraz bardziej przesłania inne, a są nią $$$.

Oczywiście pieniądze zawsze były jednym z głównych aspektów futbolu, bez znaczenia na jakiej płaszczyźnie, ale kiedyś nie miały one aż takiego znaczenia jak dzisiaj. Żyjemy w takich czasach, że mając odpowiednią ilość kapitału możemy sobie kupić wszystko. I wcale nie mówię tutaj o nowym samochodzie, nowym domu czy innych materialnych uciechach, ale o człowieku. Człowieku, który jest głównym trybikiem produktu jakim jest piłka nożna. Ostatnie okienko transferowe dobitnie tę tezę potwierdziło. Zastanawiam się jednak, gdzie w tym wszystkim jest ten człowiek, piłkarz i jego strona moralna, bo chyba tak to mogę nazwać.

Okres gdy Polska kadra była jedną z najlepszych na świecie, a Ruch z Górnikiem prześcigały się w ilości mistrzostw Polski, znam tylko z opowieści znajomych, książek czy też dokumentacji filmowej z tamtych czasów. Jednak zapadła mi w pamięci postać wybitna, która gdyby miała wtedy „charakter” dzisiejszego Neymara, to pewnie pobiłaby wszelkie rekordy transferowe jak na tamte czasy, a jednak tego nie zrobiła. Mowa tutaj o Gerardzie Cieśliku, legendarnym piłkarzu Chorzowskiego Ruchu. Facet grał w swoim klubie do samego końca, mimo że ilość delegacji jaka przyjeżdżała na Górny Śląsk z Warszawy była niezliczona. Jasne, że i w tamtych czasach zdarzali się piłkarze, którzy zmieniali kluby jak rękawiczki, ale trzeba się zgodzić z tym, że przywiązanie do klubu było wtedy nie do porównania z tym co obserwujemy dzisiaj. I niestety ten trend, traktowania klubów przede wszystkim jako pracodawcę, przenosi się na coraz niższe poziomy rozgrywkowe.

Młody chłopak przychodzi do czwartoligowego klubu i pierwszym pytaniem, jakie zadaje jest wysokość jego wynagrodzenia. Nie interesuje go za bardzo jaki to klub, nie wspominając o jego historii, tradycjach czy czymkolwiek innym co mogłoby zainteresować przyszłą gwiazdę piłki nożnej. Liczy się tylko grubość portfela prezesa i to ile będzie w stanie z niego wyciągnąć, żeby zaproponować grę w swoim klubie „mi, Panu Piłkarzowi”. Takich historii na szczeblach lokalnych i centralnych jest mnóstwo i niestety z każdym rokiem będzie takich sytuacji coraz więcej. Dawnych Cieślików można już dziś szukać ze świecą, a w niedalekiej przyszłości te perełki znikną z powszechnie oglądanego futbolu.

Zastanawiam się ciągle, skąd wzięła się ta nowa moda. Piłka nożna, jako wspomniany produkt, jest pompowana każdego roku ogromną ilością pieniędzy i pewnie ten czynnik ma jakiś wpływ na to, aby działać na wyobraźnię młodych chłopaków. Jednak o ile w wielkiej, poważnej piłce wydaje się to być w jakiś sposób zrozumiałe, to już podobne zdarzenia, oczywiście na mniejszą skalę, w futbolu amatorskim albo półamatorskim mogą powodować zgorszenie u kibica piłkarskiego. Przychodzą mi tutaj do głowy słowa Prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, Zbigniewa Bońka, który w jednym z wywiadów został zapytany, kiedy związek zacznie wspierać finansowo kluby czwarto ligowe, czy będące jeszcze niżej. Prezes, delikatnie mówiąc, oburzony pytaniem, odpowiedział, że we Włoszech piłkarz w klubie amatorskim, czyli takim jak nasze kluby od czwartej ligi w dół, płaci około 100 Euro za możliwość grania w danym klubie. Szok, prawda? U nas jest to sytuacja nie do pomyślenia, bo gdy spojrzymy nawet na kluby A czy B klasowe to już na tym poziomie zawodnik dostaje 200-300zł miesięcznie. I myślę, że to może być realny powód, dlaczego tworzą się takie trendy w dzisiejszym futbolu. Nie zależnie czy chodzi o PSG, występujące w lidze francuskiej, czy o LKS Czaniec, grający na poziomie IV ligi polskiej, prezesi, członkowie, właściciele chcą aby ich klub odnosił sukcesy i nie patrzą na koszty. Właśnie takie podejście powoduje sytuacje, w której to klub musi się dopasować do piłkarza, a nie piłkarz do klubu.

Co zatem można by było zrobić, aby odwrócić albo chociaż w jakimś stopniu zahamować panujące obecnie trendy. Abstrahując już od różnicy poziomów ligowych, rozgrywkowych i tak dalej, trzeba powiedzieć sobie jasno, że każdy człowiek zarządzający czy to klubem sportowym, czy każdą inną organizacją, będzie zainteresowany sukcesem swojego podmiotu. Jednak warto przeanalizować, czy droga jaką obieramy, aby swój cel osiągnąć jest na pewno właściwa. Bo nie wydaje mi się, że świadome zadłużanie klubu sportowego, łudząc się, że ewentualny sukces zwróci poniesione koszty, jest działaniem racjonalny. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Jednak czy w piłce nożnej, ryzyko związane z wydawaniem pieniędzy na obcego zawodnika, tak zwanego najemnika, jest słuszne? Czasami pewnie tak, ale w większości przypadków są to inwestycje nietrafione.

Wracając do wspomnianego Cieślika, był on wychowankiem Ruchu. Całe swoje piłkarskie, dorosłe życie spędził w Chorzowie. Hajduki Wielkie były jego drugim domem, drugą rodziną. Nikt mi nie powie, że kibicując swojej drużynie, będziemy głośniej, mocniej dopingować zawodnika, który został do nas sprowadzony z innego klubu, niż zawodnika, który w klubie się wychował i którego znają wszyscy tak, jak i on zna wszystkich. O ile łatwiej będą przebiegały negocjacje pomiędzy klubem, a wychowankiem przy podpisywaniu kontraktu, jeśli ten ma ten klub w sercu. Moim zdaniem to jest właśnie klucz, który może rozwiązać dzisiejszy problem ludzi nie mających umiaru finansowego w piłkarskim świecie. Szkolenie młodzieży.

Nie ma chyba nic lepszego dla piłkarskiej organizacji, jaką jest klub sportowy, niż stworzenie sobie solidnego zaplecza personalnego, które będzie gwarantowało spokojną przyszłość. Oczywiście takich szkółek jest wiele na świecie, ale czy szkoląc młode talenty nie zapomina się o tym, że umiejętności piłkarskie to tylko jedna strona medalu, a druga, mentalna strona jest jeszcze ważniejsza niż ta pierwsza. Dlaczego ważniejsza? Choćby dlatego, że dzisiejsza młodzież jest bardzo trudna. Wpojenie dzisiejszemu chłopakowi w wieku 15,16 lat wartości przywiązania do klubu i nie traktowania go przedmiotowo jest czymś wybitnie trudnym. Leo Messi powiedział kiedyś: „Nie wiem, co by ze mnie wyrosło gdyby nie futbol. Gram tak samo jak wtedy, kiedy byłem małym chłopcem. Wychodzę na boisko i bawię się, nic więcej. Gdybym mógł, grałbym mecze każdego dnia.”. Dzisiaj młody piłkarz powie inaczej, twierdząc że gdzie byłby futbol, gdyby nie jego osoba. Takie mamy pokolenie młodzieży, której pojęcie pokora jest zupełnie obce.

A więc powrót do pracy u podstaw może być nadzieją na to, że zaznamy jeszcze kiedyś futbolu w tej prawdziwej wersji, pełnej pasji. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że ten proces będzie długotrwały bo młodzież, która dziś wchodzi do wielkiej piłki, ma już psychikę ułożoną w ten nowoczesny sposób. Trzeba kilku, co najmniej 5,6 lat aby zobaczyć efekty tak nakierunkowanej inwestycji.

Na sam koniec chcę się zastanowić nad tym, czy faktycznie znalazło by się więcej niż mniej chętnych aby obrać taką drogę realizacji i organizacji swojego klubu. I szczerze powiedziawszy bardzo w to wątpię. Świat już na tyle przesunął swoją granicę absurdu, pojmowania świata pod względem moralnym, że strategia logicznego myślenia nie będzie już dzisiaj oparta na wspomnianej pracy u podstaw, ale właśnie na tych $$$ od których wszystko się dzisiaj zaczyna i na których wszystko się kończy. Co nam więc pozostaje? Raczej nie dopasowanie się do panującego trendu i bycie widzem w tym beznadziejnym teatrzyku, który okraszony jest kasą o jakiej nawet nam się nie śniło. Raczej nie szukanie kompromisu bo takiego nie da się osiągnąć gdy przez kogoś przemawiają pieniądze. A zatem co zrobić, jak działać? Oczywiście próbować szerzyć zmianę dzisiejszych zwyczajów, ale robiąc to z dystansem bo świat co raz częściej będzie brał pasjonatów za zwyczajnych idiotów. Czyli po prostu róbmy swoje i bądźmy tą świadomą częścią piłkarskiego danse macabre, która napotykając przeszkody na swojej drodze uśmiechnie się, walnie sobie Probierzowe whiskey i pójdzie dalej swoją drogą, patrząc na to jak piłkarski świat zbliża się do upadku.

Mateusz Waligóra 

Pozostałe felietony znajdziesz tutaj>>

ABOUT THE AUTHOR: Administrator

administrator
Ta strona wykorzystuje pliki cookies Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu.